Zepsuła nam się po raz 1000000001 w tym roku n-ka, więc nie miałam co oglądać w trakcie pokonywania kilometrów na orbitreku. Dodatkowo straszie bolała mnie głowa po 3 dniowym maratonie projektowym i postanowiłam sprawdzić swoją kondycję na świeżym powietrzu, czyli- pojoggingować.
Stwierdziłam- raz się żyje i sama w to nie wierząc, rzeczywiście poszłam pobiegać.
Czy raczej pobiegłam pójść, bo tak to mniej więcej wyglądało.
Przygotowałam się należycie- aerodynamiczny, obcisły strój /który ściągnął na mnie stek nieprzyzwoitych propozycji gdy mijałam okoliczne budowy, a przez cały big wpijał się nie tam gdzie trzeba/ muzyczka, 3 PLNy na wodę i opaski na nadgarstki z frotte.
Wyglądałam bardzo profesjonalnie i na tym należałoby zakończyć, bo mojego ,,wyczynu" nie można nazwać inaczej niż dwudziestominutową heroiczną walką o życie.
Po pierwsze- po pokonaniu 10 minut grzmotnęło.
Później zaczęło kropić.
Jako profesjonalna zawodniczka stwierdziłam że co to dla mnie, pestka z masłem i kaszka z bułką.
Po pierwszej ulicy doznałam hiperwentylacji.
Po drugiej- moje nogi zostały kilka metrów za mną.
Jak doczołgałam się do domu, to nie miałam siły wrócić po płuca które wyplułam kilkanaście ulic wcześniej.
Oczywiście obciążyłam sobie stawy i do dziś mam spuchnięte kolana, wykrzywione śródstopie i kark wygięty w chińskie s.
Ale wiecie co?
Głowa już mnie nie boli.
A wczoraj przywieźli nowe okna do naszego niezadługoprzyszłego domku, więc jest pięknie.
Ostatkiem sił powstrzymuję się przed wrzucaniem fascynujących zdjęć włazów połaciowych i rur ogrzewania podłogowego, ale jak tylko zamkniemy stan surowy...przy wykończeniówce się wyżyję.
PS. Bo bez tego tradycji nie stałoby się zadość- wczoraj przyszła do mnie paczka z projektem o którym kompletnie zapomniałam, a który od pół roku objechał kilka wystaw, czego byłam kompletnie nieświadoma ( albo, co pewniejsze, wiedziałam tylko nie zakodowałam tego w umyśle).
O fakcie dowiedziałam się z listu dołączonego do paczuszki i przez chwilę czułam się jak ojciec Amelii, gdy dostawał kartki od krasnala. Ale było miło;)
PS2.
Od początku pszyszłego miesiąca zaczynam pracę z dziećmi- najpierw Lato w mieście w naszej bajkowej bibliotece, a później zajęcia z recyclingu , czyli ,,coś z niczego" w Domu Kultury.
Niedługo zamieszczę info o tych zajęciach, więc jeśli przychodzi wam na myśl ktoś kto byłby zainteresowany uczestniczeniem w tych zajęciach, to nie kryjcie myśli pod poduszką;)
Nie mogę się już doczekać.
0 komentarze:
Prześlij komentarz