cyculki, fasadki i wąchate wariatki


Być może to kwestia kryzysu, ale z przedziwnymi zleceniami ludzie ostatnio przychodzą ...a to narysować 50 gołych bab w mleku, a to stworzyć istniejącą fasadę nieistniejącej kamienicy,
ratować identyfikację firmy która już dawno upadła...


Ponieważ nowa praca wiąże się z wychodzeniem z domu, ostatnim razem jak wyszłam do także i doszłam do Sephory. Złapałam się za nowości ( w marnej ilości) i tradycyjnie się rozczarowałam.
Wszystkie zapachy ostatnio są po prostu...komputerowe. Metalowe, bezdźwięczne, ale daleko im do surowości- mydełka bez stylu. Bardzo rozczarowałam się Eau Mega Victor&Rolf- super flakonik z bezpłciowa zawartością. O innych cudach nie wspomnę- w sumie nic poza reedycjami starych gniotów. Nie najnowsze Si Lempickiej po setnym wwąchaniu definitywnie zamknęłam w szufladce ,,ciekawe, ale nie dla mnie"; białe piżmo- fuj! Po kilku latach ( oraz 8h wykładów o dzieciach) doznałąm także olśnienia w kwestii Allure Chanel- od dawna mi się podobały, ale coś. jakoś, takoś...oczywiście- pachną jak pierwsze perfumy które podkradałam mamie - Venice YR.
A jedyna nowość która mnie ,,zaczepiła" , czyli Jil 2009 Jil Sander- kropka w kropkę Armani She.
Najwyraźniej po półrocznym celibacie zapachowym wróciły mi siły witalne nosa;)

Arielka cudnie pachnie sama z siebie, no i genialnie robi pirata...

0 komentarze: