Co robi kobieta która ma jesienną deprechę, wstręt do odbicia w lustrze, chęć odziania się w pokutny worek itepe itede?
Otóż jedzie do Fashion House li tylko dotrzymać towarzystwa mami; przez pierwsze dwie godziny smutna, przygarbiona snuje się ze smętnym wzrokiem, omijając spojrzeniem wszystkie kolorowe ubrania, a i worki pokutne również; wynajduje mnóstwo rzeczy które pasowałyby do: siostry, koleżanki, babci, cioci,nikogo, ale żadnej która nadawałaby się do noszenia przez nią samą; zdaje sobie sprawę, że musi kupić cokolwiek w czym poczuje się choć odrobinę lepiej by nie rozbić tego cholernego lustra następnego poranka; myśli też o tym, że przecież od pół roku nie była na zakupach, a tak ciężko pracowała i coś z życia jej się należy...prawda? i wtedy kobieta przez ułamek sekundy ulega szatańskim podszeptom-a gdyby...zacząć od butów?
Szare zamszowe za kolano, na płaskim obcasie.
Kaloszki wersja lux, ze skórzaną cholewką.
Kaloszki wersja fun, przezroczyste w arabskie wzory
Gumowe baletki barbie pink, z kokardką / za małe, do wymiany
Obłędne, zamszowe szpilki z wielkim kryształem zamiast klamry, te z gatunku ,,są piękne...ale gdzie je założę? są piękne...ale niepraktyczne! są piękne...ale drogie; są piękne...ale to jedyna para...proszę wprowadzić PIN"
Plus komplet bielizny, czyli jestem gotowa na zimę.
A! jeszcze łup nad łupy, czyli spodnie Stefanel ( tak, tej firmy gdzie Gisele wygina się w swetrach po 1,5 tys zl nasmarowana oliwką) za całe tadam! 5 PLN. I cud nad cudami, bo wcisnęłam się w 36;)
I tak to się leczy z jesiennej depresji...
Kobieta.